12:00

Rozmowa kwalifikacyjna, która okazała się największą lekcją życia

Start młodych osób na rynku pracy nie bywa łatwy. Przychodzi w życiu taki moment, w którym trzeba zrobić ten pierwszy rok, pozostawić w tyle swoją strefę komfortu i pokonać swoje lęki, aby móc stanąć oko w oko ze swoim pierwszym potencjalnym pracodawcą. Jedni doświadczają tego wcześniej, inni później. Ja o swoją pierwszą pracę rozpoczęłam starania podczas pierwszego roku studiów. Można się domyślić, że pierwsza rozmowa kwalifikacyjna nie była udaną, jednak uznaję ją jako najciekawszą i największą lekcję życia.



Wszystko w wersji „big”

Duży budynek, przestrzeń, firma o znaczącej pozycji na rynku. Nic dziwnego, że czułam się jak Sierotka Marysia wśród ludzi sukcesu. W mojej głowie zaczęły kłębić się myśli: Czy jest to odpowiednie miejsce dla mnie? Co ja tutaj tak naprawdę robię? Jednak postanowiłam nie uciekać. Kiedyś musi nastąpić ten pierwszy raz. Parę minut później siedziałam na cudownej kanapie z widokiem na jedną z głównych ulic mojego miasta. Tradycyjnie byłam zbyt wcześnie, jednak miałam moment dla siebie, by móc oswoić się z nową sytuacją i podziwiać otaczających mnie ludzi.


Angielski must have

Nie wiem czy jakaś osoba jest w stanie wyobrazić sobie mój wyraz twarzy, gdy dowiedziałam się, że moja rozmowa będzie odbywać się w języku angielskim. Moje serce nagle przyspieszyło. Skok na bardzo głęboką wodę. Pierwsza rozmowa w moim życiu i od razu w całości w języku angielskim. Dlaczego?! Jednak nie była to odpowiednia pora i odpowiednie miejsce, aby w jakimś stopniu się temu sprzeciwiać. Nie żebym nie znała wcale języka, jednak nigdy dotąd nie miałam okazji praktykować go w takim wymiarze. Stres spowodował sobie, dlatego mój angielski był strasznie pokaleczony. I zdaję sobie z tego całkowicie sprawę. Inną kwestią, która z jednej strony mnie zdziwiła, z drugiej dała mi motywacja to brak w moim CV stosownego wpisu o posiadanym certyfikacie poświadczającym znajomość języka, choćby zwyczajne FCE czy CAE.


Psychoanaliza

Spotkanie trwało około godziny, chociaż w moim odczuciu znaczna większość czasu została poświęcona na badanie psychologiczne mojej skromnej osoby. Nigdy wcześniej nawet nie śmiałabym myśleć o pytaniach, które mi zadano. Pytana byłam o wszystko. Poza klasycznymi: Dlaczego wybrała Pani takie studia? Dlaczego chciałaby Pani u nas pracować? doświadczyłam całej serii innych. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu wiem, że miało to jakiś ukryty cel, jednakże dla dwudziestolatki pytanie czy chciałabym mieć dzieci i kiedy albo jak widzę siebie za 10 lat bywa szokujące. 

Porozmawiajmy o konkretach

Zdawałam sobie sprawę, że sytuacja jest już nie do odratowania. Było gorzej niż gorzej. Spotkanie trwało nadal i nastał ostatni etap, czyli moje pytania. Dopiero w tym momencie mogłam uzyskać tak naprawdę więcej informacji na temat stanowiska, o które się ubiegałam. Chociaż moja psychika została rozłożona wcześniej na części pierwsze a w środku czułam, że jedyne czego pragnę to opuścić pomieszczenie, wykorzystałam swoją szansę i na podstawie uzyskanych odpowiedzi wywnioskowałam, że to o czym pisano w ogłoszeniu a rzeczywiste obowiązki miały się nijak. Kwestia wynagrodzenia również nie była jasno określona – „przyzwoite”.  

Reanimacja zakończona niepowodzeniem

Nie pomógł urok osobisty a już na pewno przeszkodził okaleczony angielski i brak korporacyjnej filozofii życia. Zdałam sobie sprawę, że na pracę przyjdzie mi jeszcze poczekać. Wizja zbliżających się wakacji okazała się być znacznie bardziej zachęcająca niż spędzanie ośmiu godzin w przeszklonym biurze. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Każdy na swoje 5 minut musi poczekać.

Co Cię nie zabije to wzmocni 

Otwarcie stwierdzam, że nie żałuję mojego uczestnictwa w tym spotkaniu. Zdobyłam doświadczenie, które z pewnością będzie rzutować na moją dalszą karierę zawodową. Zyskałam motywację, aby w końcu solidnie zabrać się za przygotowywanie do egzaminu potwierdzającego kompetencje językowe. Dziś jestem lepszą wersją siebie niż wcześniej, ale mogę być jeszcze lepsza! Na wszystko w życiu przychodzi pora. Rozmowa o pracę coś naturalnego w życiu każdego z nas. Prędzej czy później każdemu przyjdzie się z nią zmierzyć. Od wspominanego dnia minęło wiele miesięcy w trakcie, których odbywałam kilka innych rozmów rekrutacyjnych. 

Niepowodzenie w jakiekolwiek kwestii nie powinno nas ograniczać ani załamywać. Każdą porażkę można obrócić później w sukces i powiedzieć, że gdyby wtedy mi się udało to teraz nie byłabym tutaj. W moim przypadku tak właśnie było. Kilka miesięcy później dostałam pracę, którą kontynuuję do dzisiejszego dnia. Jednak o tym może opowiem więcej innym razem.  :)

3 komentarze:

  1. Tak jak napisałaś - co nie zabije, to wzmocni. Tak samo więc odnośnie twojej rozmowy kwalifikacyjnej - to dodało ci doświadczenia na dalsze lata, czego unikać, co poprawić aby znowu zawalczyć o jakąś pracę :) Dobrze wiedzieć, że angielski must have, teraz ja sama wiem nad czym popracować :D
    Pozdrawiam :)
    Lovett Lov B.L.O.G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie angielski był must have bo jedna z osób obecnych na rozmowie nie była Polakiem o czym wcześniej nie wiedziałam :D Jednak firma posiada filie na całym świecie. Angielski był koniecznością, ale nie myślałam, że jest z nim tak źle :D :)

      Usuń
  2. Ciekawy opis - az mi się przypomnial czas kiedy ja - świeżo upieczony absolwent - szukalam pracy :)
    Pozdrawiam,
    Normxcore

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Panna Martha , Blogger